poniedziałek, 7 stycznia 2019

eM./03 [07.01.2019]

Znów pokłóciłam się z mamą. Tym razem wiem, że była to wyłącznie moja wina, niegodziwość i jakaś chora potrzeba wyładowania się. Mogłabym setkę argumentów, że coś tam ale dorośle przyznaję, że to tylko zasłona dymna. Źle mi z tym. 

Długo czytałam "W ogrodzie pamięci". Początkowo nie zachwyciła mnie, nawet zastanawiałam się, czym ta książka zasłużyła na nagrodę Nike? Opisy jakieś suche, mało porywające. A kilkadziesiąt stron dalej... jest oczarowanie. Jeszcze nie zachwyt;) 
Ostatnio sięgam po biografie, sagi rodzinne, chociaż kiedyś nie lubiłam, wydawało mi się, że to babranie w cudzym, prywatnym życiu, osądzanie z perspektywy lat. I chyba w ostatnie święta zrozumiałam dlaczego. G. powiedział, że na wigilii u jego kolegi będzie 15 osób, a my chyba tylu nie znamy. Znamy ale nie na tyle blisko jesteśmy (czy to geograficznie czy emocjonalnie) aby razem zasiąść do Wigilii. Tak, brakuje mi rodzinnych więzów, brakuje mi tej świadomości przynależności do drzewa. I chyba lekturami nadrabiam. Powiedziałam G., że czasem tak jest. Że nie mamy rodzeństwa, że te dalsze więzi nie są tak trwałe. Ale że rodzinę można sobie stworzyć z kręgu ludzi dla nas ważnych. I my taką rodzinę mamy. Gdzieś w mieście O., gdzieś na wiosce G. Tyle, że z racji odległości trudno jest o obecność. Po prostu. A G. skomentował "no taki to los":)

3 komentarze:

  1. No właśnie przed świętami Ig do mnie napisał, że po poznaniu rodziny Izy tak bardzo cieszy się, że zawsze spędzamy święta w wąskim gronie :) także są plusy takich sytuacji.

    No tak to jest, że odbijamy sobie na najbliższych, a oni z racji kochana nas, wybaczają. Lecz działa to w obie strony.

    OdpowiedzUsuń
  2. Rodziny są różne. Zapewne sporo oglądając z zewnątrz bardzo idealizuję. Ale wierzę, że są też te bardzo szanujące się, kochające, pełniejsze...

    OdpowiedzUsuń
  3. No są. Przykładem jest chociażby B i L. U nich od zawsze było dużo ludzi, bo 2 ich własnych dzieci, babcie oraz siostra L z mężem i 3 synami ! W zeszłym roku ilość ludzi przerosła B, ponieważ dzieci z obydwu stron podorastały i zrobiło się tłum - coś koło 20 osób. W tym roku ograniczyli się do najbliższej rodziny, ale i tak było tłoczno, a B po tym wszystkim (gotowanie, pranie, sprzątanie, "obsługa")ledwo żywa. Więc mnie ta kameralność pasuje :)

    OdpowiedzUsuń