piątek, 1 lutego 2019

eM./05 [01.02.2019]

Dwa tygodnie ferii, dwa tygodnie poza domem, dwa tygodnie w Kotlinie Kłodzkiej. Poczułam się do granic możliwości rozpieszczona przez życie. Nie byłabym szczęśliwsza nawet, gdyby były to Alpy czy Bali (w sumie nie wiem, może byłabym?). W drugim dniu pobytu zaliczyłam spektakularne grzmotnięcie o lód. Tyłkiem - pół biedy, ale i głową. Przez chwilę byłam przekonana, że będę musiała skorzystać z osławionego SORu szpitala w Polanicy ale skoro nie zaobserwowałam niepokojących objawów (poza bólem szyi z przodu) to uznałam, że nie ma o co robić dramatu. Pozbierałam się i poszliśmy na spacer na Pasterskie Skały, gdzie znów spotkaliśmy rodzinę dzików (oraz przysypane śniegiem ślady polowania). Następnego dnia pojechaliśmy do Kłodzka kupić mini-raki, żebym już nie miała problemu z chodzeniem po wyślizganym śniegu. A przy okazji kupiłam (nareszcie!) prawdziwe, solidne - i pasujące do kurtki oraz czapki - buty w góry. I bluzę polarową. I kijki. Wtem! Stałam się miłośnikiem sklepów z wyposażeniem turystycznym. Całe zakupy podporządkowane były planowanej na piątek wyprawie w Góry Stołowe. W piątek zadzwoniła M., że jest właśnie na osławionym SORze szpitala w Polanicy, skręciła nogę, puchnie, boli więc z wyprawy nici. No nic. Pojechaliśmy więc na z założenia lekki, bardzo rekreacyjny spacer po trasach dla biegaczy narciarskich na Jagodnej. Było po uda śniegu, było błękitne niebo, było piękne słońce, na szlakach niemal bezludnie. I tak zrobiliśmy obie pętle - zamiast planowanych 4 km wyszło nam 16 km! Do schroniska wracaliśmy po ciemku, przy świetle księżyca. Grzane wino wypiłam niemal duszkiem, ruskie pierogi opiekane - pochłonęłam stoczywszy z L. bitwę na widelce:)

Następnego dnia poszliśmy na kolejny w zamierzeniu lekki spacer. Według nawigacji piesza trasa to ok godziny. Nam wyprawa zajęła prawie pięć godzin! Może dlatego, że szliśmy z G., poza tym wracaliśmy inną trasą (znacznie dłuższą) a tam - niespodzianka! - śnieg do kolan. Ale było cudownie, chociaż wróciłam ledwie żywa - tym razem 14 km. Kolejnego dnia L. poszedł o świcie na Śnieżnik. I kiedy przysyłał zdjęcia to aż żałowałam, że nie zmobilizowałam się. Ale też wiem, że naprawdę nie dałabym rady.

W poniedziałek L. wrócił do Poznania a ja zostałam z G. i psem. Nie musiałam gotować, prać, sprzątać - istny ocena wolnego czasu. I tym sposobem przeczytałam trzy książki. Raz przeżyłam chwile grozy, kiedy na wieczornym - krótkim - spacerze z psem zgasła mi latarka. Nie było księżyca, nie miałam telefonu, wracałam po omacku, a wiadomo - w ciemności na pewno czai się dzik albo wilk. Przyznam, że zapomniałam, jak ciemna, czarna, nieprzyjazna potrafi być noc poza miastem, gdzie brak latarni, lamp samochodów czy świateł z domostw. Następnego dnia doznałam prawdziwego wstrząsu, kiedy na trasie mojego zwyczajowego wieczornego spaceru znalazłam... sarnią nogę! I kiedy kolejnego dnia wychodziłam wieczorem G. ostrzegł mnie pocieszająco "tylko żebyś teraz nie znalazła całej sarny". Dziękuję, synu!  

W piętek przeniosłam się do M. i Ł. Jestem zachwycona ich domem, położeniem całej wsi, widokami. I zastawą z Włocławka, i umeblowaniem kupowanym tylko na pchlim targu, i tą duszą zamkniętą w starych fotografiach, przedmiotach, pamiątkach. Kiedy poszłam z M. na spacer, w zacinającym śniegu, i tak układałam w głowie problemy, którymi muszę zająć się po powrocie, to wcale nie czułam, że one jakieś niebotyczne. No są, nie ma co ukrywać, są. A ja zająć się nimi muszę, zamknąć, zakończyć. Ale jakoś z perspektywy gór, śniegu, słońca wcale nie wydawało mi się aż tak trudne. 

W domu czekał na nas smog, plucha i zepsuty piekarnik. Ale i zamówione w bibliotece książki, stęskniona mama, koty, zakupy, szkoła. Codzienność. Ale wzięłam się z nią za bary z całkiem nową energią i - aż się boję tego słowa - zapałem:)

3 komentarze:

  1. Dobrze czuję, że odnalazłaś swoje miejsce na Ziemi ? ;) Ta notatka jest jak oddech :) Widać jak się rozwijasz, otwierasz, chłoniesz, chcesz... Super ! Zyskujesz w Kotlinie taką dobrą mobilizację, zastrzyk energii ! I powstała perspektywa, że jest takie jedno/dwa miejsca, do których możesz wracać bo też są otwarte dla Ciebie/ dla Was :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak. serio całkiem - gdyby udało się wyprostować różne sprawy to za cztery lata chcielibyśmy się tam przeprowadzić:)
      to dość świeży pomysł, za dużo jeszcze mam tutaj do ogarnięcia. ale pomysł jest. niemniej trzeźwo analizuję za i przeciw:)

      Usuń
    2. Pisząc powyższe dokładnie o tym, co teraz napisałaś, myślałam :)

      Usuń