środa, 20 lutego 2019

G./15 [18-19.02.2019]

Po powrocie z pracy spałam. Lubię ten kociopodobny stan. W pracy funkcjonuję normalnie - w moim odczuciu - a po powrocie do domu i wtuleniu w kąt kanapy, zasypiam niemal na siedząco. I lubię w tym stanie fakt, że czuję się odprężona i wypoczęta.
Słucham "Rodzanice" ale tak naprawdę, to wyłącznie z sympatii do Autorki. Kurcze, no... słabo jest. Zachowanie Weroniki, z której musi być fatalny psycholog, zważywszy na jej reakcje, Daniel z pragnieniem "mieć ciastko i zjeść ciastko", trup ścielący się tak gęsto, że aż robi się groteskowo, ta cała wieś, jakby z klucza jeszcze słabszej Szaptuchy + Mojry wyrwane z greckiej tragedii, każdy z każdym jak w "Modzie na sukces". Groch z kapustą. Brakuje mi opisów okoliczności, przyrody, mocniejszego zarysu postaci... dostaję dialogi i infantylne przemyślenia. Jak na 10 - jubileuszowy -tom, to szału nie ma.

Okazało się, że w ZUSie na komisję świadectwa ukończenia poszczególnych klas przez Ig są nie wystarczające. Mamy dostarczyć zaświadczenia ze szkoły. Rozumiem, że będą bardziej wiarygodne... Co miasto, to inne wymogi. Na szczęście w ogólniaku pani w sekretariacie wystawiła mi takie zaświadczenie od ręki, w gimnazjum mam odebrać w środę.

Mama wybrała się ze mną na zakupy. Obawiam się, że to był pierwszy i ostatni raz, bo wróciła tak zmęczona, że nie wiem ile czasu będzie dochodziła do siebie. Ale trzymam się nadziei, że spodoba jej się możliwość samodzielnego wyboru. Przy stoisku z warzywami rozbawiła mnie do łez mówiąc: jeśli jeszcze kiedyś będę narzekała, że kupiłaś złe ziemniaki, to puknij mnie w czoło !
W końcu sama dostrzegła, że nie tak łatwo sprostać jej oczekiwaniom :)

3 komentarze:

  1. Ta książka jest straszna, straszna! Rozważam czy pójść na spotkanie autorskie i zadać pytanie "co pani ćpie?". Tymczasem konstruuję recenzję na lubimyczytac.pl

    No to nareszcie mama zobaczyła, że zakupy mogą męczyć!:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Z książką mam tylko taki problem, że darzę sympatią Autorkę i staram się z trudem powściągać złośliwość. Tak naprawdę, to nie kumam tego tatuażu z wilkiem, bo jeśli już, to raczej powinien być "ksiĘżyc" - chyba najczęściej powtarzające się słowo w powieści z silnym, drażniącym akcentem na "ę"...

    O, i ja jeszcze latałam między półkami i przynosiłam większość rzeczy. Ale bardzo się cieszę, ze sama kupiła mięso, wędlinę i warzywa. Na ziemniaki prawie zawsze narzekała, że kupuję zielone, to teraz sama zobaczyła, że w tym sklepowym świetle owej zieleni nie widać !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. akurat mam wrażenie, że Laura Breszka czyta tę książkę w taki sposób, że tylko dodaje jej groteskowości. autorka zawsze miała dość toporny styl, manię powtarzania (żeby nawet najbardziej nierozgarnięty czytelnik zakumał, że chodzi o księżyc! że pełnia! że nie można zapomnieć że superksiężyc!), dosłownie takiego wskazywania palcem, że coś jest istotne ale w tej książce jest to tak grubo ciosane... kompletnie brak mi w tym finezji, lekkości, polotu.

      w tym roku jest ogromny problem z ziemniakami. piszę to z ziemniaczanego zagłębie! pani w warzywniaku mnie uprzedziła, że kupują u różnych dystrybutorów i jeszcze nie trafili na satysfakcjonujące. podobno bardzo słaby to była dla upraw rocznik:) I dziewczyny w Kotlinie potwierdzają, że z ubiegłorocznych ziemniaków klusek śląskich czy dobrych knedli właściwie nie da się przygotować!

      Usuń