Podjechałam do Media Markt`u po termometr cukierniczy. Znalazłam go w ofercie sklepu internetowego. Chłopak z obsługi był tak zdziwiony, że jest coś takiego i, że ja chcę to coś do domu, a nie do firmy i czy na pewno nie chodzi mi o glukometr, oraz po co mi to ??? W sklepie stacjonarnym nie mieli, zamówić nie mogli, więc gdy dojechałam do domu zamówiłam w Media Expert, bo mnie on tym wydziwianiem, a panny z obsługi ignorancją rozdrażnili. No po prostu w dalszym ciągu, to sklep dla idiotów !
W sobotę skończyłam rozliczenia w br1 i zamknęłam mc luty. Teraz jakieś 2 tygodnie spokoju.
D. od kilkunastu dni świrował, w sobotę przeszedł sam siebie w wynurzaniu swoich życiowych refleksji na WhastApp`ie do tego stopnia, że poczułam, że moje granice zostały przekroczone, cała, przyjazna relacja zaorana.
Z tego wszystkiego w ramach odreagowania sprzątnęłam w zakamarku w kuchni.
W niedzielę miała przyjechać Il z Łodzi, ale rano odwołała przyjazd, bo zachorowała jej mama. Ponieważ nie zrobiłam w domu absolutnie nic celowego pod kątem sprzątania i gotowania, to po prostu wróciłam do łóżka. I tak całą niedzielę przedrzemałam. W ciągu dnia zrobiłam jedynie z połowy porcji testowe pączki nadziewane kremem karpatkowym. Za bardzo rozgrzałam tłuszcz, więc się spaliły, także termometr jest mi niezbędny ! :) Obudziłam się na finał TTBZ i znów zasnęłam. Gdy w poniedziałek zadzwonił budzik, a ja pomyślałam: o nie ! jeszcze 5 minut ! - to samej nie chciało mi się wierzyć, że mogłabym spać kolejne kilka godzin !
Skończyłam słuchać "Rękę mistrza". Zastanawiałam się, czy przeczytałabym ją w wersji papierowej - nie wiem, bo są momenty męczące, w których mogłabym wymięknąć i byłoby to nie fair w stosunku do książki. Adaptację filmową wyobrażam sobie bardzo obiecująco, szczególnie w zakresie upiornych efektów specjalnych, z tym, że nie lubię horrorów. Ala samą powieść w wersji audiobooka oceniłam jako rewelacyjną. Taki kawał dobrej, chwilami prawdziwie zabawnej, czasem okropnej historii, która jest nie tylko rzetelnie skonstruowana i napisana, ale przy całej złożoności wątków zachowuje lekkość i podtrzymuje ciekawość czytelnika/słuchacza. I mam wrażenie, że jestem wiekowo lub sytuacyjnie właściwym odbiorcą, bo gdy słyszę: "osiągnęliśmy wiek, w którym życie przestaje nam dawać, a zaczyna zabierać", wiem, że to prawda.
W poniedziałek odebrałam termometr i ponownie zrobiłam pączki. Wersja z wiśniami - nie ma co gadać - wyszła koncertowa ! Połowę usmażyłam pustych i nadziałam później budyniem. Ten eksperyment okazał się porażką ! Żeby nie było, że zjadłam wszystkie sama, nie :) Część zawiozłam do B i L, a kilka następnego dnia do pracy. Zamiast 4 żółtego i 1 całego jajka użyłam 5 żółtek, a po usmażeniu od razu pączki lukrowałam i we wtorek rano nie były czerstwe !
Muszę dodać, że kupiłam sobie gacie o rozmiar większe, niż przez ostatni rok i z tego co widzę ten kierunek aktualnie obrałam.
zaintrygował mnie ten King. ostatnio przesłuchałam obie książki Brejdyganta i... to są bardzo dobre kryminały jeśli przymknąć oko na logikę i osadzenie w rzeczywistości. no ale nie przymykam więc słuchając dość mocno unosiłam brwi. za to bardzo doceniam ładną polszczyznę i styl pisania.
OdpowiedzUsuńech. w ramach ostatków usmażyłam oponki serowe i minipączusie też serowe. no dobre póki nie ostygną. następnego dnia to już taka guma do żucia, w dodatku bez smaku:)
Z Brejdygantem chyba miałam podobne odczucia, ale już niewiele pamiętam. A "Rękę mistrza", podobnie jak "Dallas `63" zapamiętam na długo.
OdpowiedzUsuńNo, na ciepło przejdą, ale potem faktycznie słabe :) i nie lubię, że z sodą.