Weszłam na stronę bloggera i pomyślałam: jak to? nowy rok? i tak bezblogowo? jak to? bez wentyla dla zmilczeń? bez tej kartki białej, czekającej na zapisanie? bez wirtualnego notatnika? Nie, tyle lat jakiś blog zawsze mi towarzyszył, więc... no... musiałam. Nowy blog - to silniejsze ode mnie:)
Słoik na "szczęśliwe karteczki" był cudowny. Był bo w pewnym momencie stał się zbyt wymagający, głośno przypominał, że trzeba systematycznie i regularnie a to wybitnie nie idzie w parze z moimi możliwościami czy potrzebami. Więc pomyślałam, że jakiś nieregularnik? okazjonalnik? przestrzeń dla myśli, które o czwartej nad ranem muszą być zapisane? Wszystkie nazwy, wokół których krążył mój pomysł były już zajęte. Ta została. Z milczenia. Zmilczenia. Jak z potrzeby wyrzucenia, zachwycenia, zapamiętania, podzielenia się.
A ja? Ja w tej przestrzeni nie lubię być samotna. Nawet nie o odbiorców w liczbie mnogiej chodzi, bo od lat moje zapiski kieruję do siebie i do G. Więc niech G. w wolnej chwili chlapnie tu atramentem. Jeśli zechce. To miejsce jest z mojej potrzeby wypisania się, ale i z potrzeby przeczytania co u Ciebie, i potrzeby podzielenia się tym, co u mnie:)
Amen.
Moje odczucia i potrzeby w tej przestrzeni są identyczne. Momentami czułam podobnie coś w rodzaju obowiązku zanotowania chwil szczęśliwych, a ich banalności nie umiałam ubrać w słowa, by zyskały lekkość, a toporność odbierała przyjemność... A jednocześnie bardzo głęboko odczuwałam brak Ciebie, tego co czujesz, tego co się dzieje - właśnie w tej formie. Zatem dziękuję, że pomyślałaś o mnie eM. :*
OdpowiedzUsuńwiesz... jakkolwiek źle to zabrzmi - kierowałam się wybitnie egoistycznym interesem potrzeby kontaktu z Tobą:)))
OdpowiedzUsuń