sobota, 5 stycznia 2019

eM./02 [05.01.2019]

Nigdy nie robiłam postanowień noworocznych chociaż od kilku lat mam dwa marzenia: być na bieżąco ze sprawami urzędowymi i schudnąć do satysfakcjonującego mnie rozmiaru 40. Cóż... z pierwszym to raczej się nie uda, wręcz jestem przekonana, że do końca życia - nieistotne jak długie ono będzie - zawsze już ścigać mnie będą sprawy ze spółek. Z drugim - tu mogę tylko ciężko westchnąć, bo staram się trzymać w ryzach ale nie udaje się, po prostu tyję bo... (tu sporo przyczyn ale najważniejszą jest mój delikatny metabolizm, który lubi małe porcje i często - a ja wręcz przeciwnie - lubię dużą porcję dwa razy dziennie i najlepiej wieczorem).
Zatem w tym roku poczyniłam aż dwa postanowienia. Oba książkowe. 
Pierwsze - przeczytać minimum jedną książkę w tygodniu (wliczając w to audiobooki)
Drugie - do minimum ograniczyć książkowe zakupy. Zatem - zapisałam się do biblioteki. Uwiódł mnie (nie, wcale nie bibliotekarz!) komputerowy system rezerwacji, i ta cała otoczka, że powiadomienie o dostępności na maila, pokazuje ilu ludzi ma książkę zarezerwowaną, itp. No to niemal jak zakupy! Tylko jeszcze przymus czytania, bo książka pożyczona na trzydzieści dni i nie będzie czekać na święte nigdy. Przy pierwszej wizycie wypożyczyłam cztery książki. Szczęśliwa bo dwie z nich są z mojej, jakże szerokiej, listy "do kupienia". Więc mam plan czytelniczy na najbliższe dni:

Czy muszę dodawać, że jak tylko przyszłam do domu to rzuciłam się do systemu bibliotecznego, żeby zarezerwować książki, których (z mędzącym dzieckiem u boku) nie udało mi się odszukać na półkach? I... tadam! nie mam pojęcia dlaczego, ale system nie chce mnie zalogować. Foch jak stąd do biblioteki! 

2 komentarze:

  1. Wolałabym, żebyś miała fundusze na dobudowanie nad pokojem wejściowym pokoju bibliotecznego i tam gromadziła z radością na wielu półkach niezliczoną ilość ukochanych książek ! :)) Niemniej, trzymam kciuki za postawienie systemu bibliotecznego na nogi - jako opcji doraźnej i korzystania z dobrodziejstwa książek przechodnich !

    Z każdym wyjazdem do Krakowa zaczyna mi się to miasto coraz bardziej podobać, w związku z tym ciekawa jestem Twojej opinii o "Wtedy".
    Rozmawiałam dziś z Il. o tym, jak nasze dzieci powielają nasze losy, podejmują podobne decyzje... i jak to boli, że nie uczą się na naszych błędach... tak mi się skojarzyło, gdy przejrzałam pozostałe, wybrane przez Ciebie książki.

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem, czy ten plan jest aktualny. Obawiam się, że w kwestii planów w moim sercu króluje biblioteczka z widokiem na jakiś kawałek wzniesienia na Ziemi Kłodzkiej:)

    Zaczęłam lekturę od "W ogrodzie pamięci" i jestem zauroczona opisami przedwojennej Warszawy. Już po lekturze "Króla" szukałam zdjęć, to musiało być niesamowite miasto. Natomiast kiedy czytam fragmenty o wyjazdach do Małopolski (w tym i Krakowa) to mam wrażenie, że jeździli do małej wioseczki, w której nie tylko każdy każdego zna, ale i każdy z każdym ma romans:)))
    W temacie krakowskich lektur "natychających" do przechadzek po Krakowie i przyglądania się miastu niezrównana jest Maryla Szymiczkowa (czyli Jacek Dehnel) i cykl kryminałów o profesorowej Szczupaczyńskiej. Ach, w ogóle chciałabym móc zrobić sobie wycieczkę po tych dziewiętnastowiecznych miastach. Mam smutne przekonanie, że były bardzo pięknie zaprojektowane, i bardzo niewiele zachowało się z tego układu architektonicznego. Sporo we Wro, trochę w Posen, kilka uliczek w Krakowie i Warszawie...

    OdpowiedzUsuń