W piątek wreszcie udało mi się dotrzeć do fryzjerki. Tym razem zdecydowałam się też na malowanie (wyszedł jasno-rudy-blond). Sama "palę" sobie włosy i wyglądają coraz gorzej. Kosztowało mnie to 135 zł - co jest podobno zacną ceną, za ładnie skróconą i odświeżoną fryzurę. Fryzjerka pożyczyła mi kryminał, w którym (nomen omen) jest m.in. wątek śmierci syna komisarza. Van Veeteren mówi coś takiego, że już raz przeżył tę śmierć, gdy syn omal nie przedawkował. I pomyślałam, że wiem co on czuł, i że takie doświadczenie pozostawia głęboki ślad do końca życia.
Książka okazała się tak wciągająca, że przeczytałam ją przez weekend, po chyba ponad roku wyłącznie audiobooków - w tym roku mam już 3 przesłuchane na koncie. Mocno daje mi w kość coraz gorszy wzrok. Umówiłam się do okulistki. Najbliższy termin - prywatnie - godz 8:45 w połowie lutego ! Gdybym chciała po południu, to w marcu !!!
Siedząc w Sylwestra w Krakowie zamówiłam na stronie BonPrix aż cztery ciepłe swetry, w ramach 20% rabatu. W poniedziałek nadeszła wreszcie wyczekiwana paczka. Co by nie gadać, dostępność moich rozmiarów wciąż poprawia mi samopoczucie. I okazuje się, ze owe swetry znakomicie uzupełniają się z Perles de Laique od eM. Mam wrażenie, że po aplikacji wody czuję kamforę, która rozpływa się po dłuższym czasie... ale, zapach kamfory przenosi mnie w czasy dzieciństwa, gdy chorowałam na zapalenie uszu... i cóż, to wrażenie daje mi spokój.
Bez chronologii - myślę, że część silnych przeżyć z zeszłego roku związanych z rodzicami i Ig zlał się we mnie z niedzielnym wydarzeniem. Wieczorem włączyłam telewizor i nie mogłam uwierzyć w to, co zobaczyłam na pasku TVN24. Nie docierały emocje, czułam oszołomienie... W poniedziałek czekałam na informację ze szpitala o stanie pana Pawła Adamowicza.
Po 14-tej rozmawiałam z Ig przez tel. Siedziałam w aucie na parkingu przed Biedrą. Syn spytał, czy słyszałam, że Adamowicz umarł... i poczułam, że boli mnie serce. Że cała ta sytuacja i okoliczności są tak boleśnie dosłowne, rozerwane, zbezczeszczone serce, centrum miłości i dobra...
No to zazdroszczę, że u Ciebie wybija kamforowa nuta w Perłach. Kupiłam je właśnie dla niej, a na mojej skórze... ginie. Nie ma też osławionego pieprzu, jest dużo paczuli i róży. Ale właśnie tej "aptecznej" nuty strasznie mi brakuje. Perły są kapryśne, bardzo różnie się układają. Kiedy byłam w górach zaaplikowałam je... i zdziwiłam się. Bo była kamfora, była odrobina pieprzu, ale cały zapach wydał mi się lekki, subtelny i ulotny. Na nizinach mam dokładnie na odwrót - jest dłuuugi ogon, ale zapach bardziej słodki niż wytrawny. On chyba lubi mrozy, jakich na mojej nizinie nie notujemy;)
OdpowiedzUsuńI pacz Pani jak Ty mnie znasz :) bardzo mi pasują i w zasadzie tylko ich używam.
OdpowiedzUsuń