wtorek, 19 marca 2019

eM./17 [19.03.2019]

Marzec od kilku lat jest dla mnie ciężki i trudny. Pojawiają się te dni, kiedy słońce, ciepły wiatr i aż chce się żyć, a kolejnego dnia podmuchy porywistego wiatru, siekący deszcz i poranne przymrozki skutecznie upewniają, że to jednak zima, nadal zima. 
Znów budzę się w nocy, wcześnie rano, układam w głowie plan spraw, które muszę, ogarnia mnie jakaś panika, że coś przeoczę, zapomnę, zaniedbam. A o te najbardziej zaniedbane sprawy to w ogóle nie potrafię zadbać. Leżą, wołają, a nawet wiem, że gdy wreszcie się z nimi zmierzę to będzie po prostu łatwiej. Ale na samą myśl chowam głowę w ramionach i po prostu uciekam. Milion wymówek... to silniejsze ode mnie.
Wczoraj poszłam do dermatologa na wymrażanie ciekłym azotem zmiany na nosie. Włożyłam kowbojki, ulubioną koszulę, płaszczyk, perfumy, pomalowałam oko... i poczułam się innym człowiekiem. Fakt, że rozjaśniłam też włosy mocno poprawił mi nastrój. Dziś odprowadziłam G. do szkoły, wracałam bardzo okrężną drogą nabijając na licznik niemal osiem tysięcy kroków. W dzikim sadzie zerwałam kilka gałązek z maleńkimi zalążkami  pączków. Wpatruję się w to nowe życie powoli rozkwitające na moim parapecie. 
A poza tym nikt nie płaci, wznoszę się na wyżyny kreatywności unikając zbędnych zakupów i gotując z tego, co jest w domu. I tak kiedy kupiłam dwie kostki twarogu śmietankowego ze Strzałkowa (z przeznaczeniem na pierogi leniwe), których nie zużyłam przez cztery dni postanowiłam upiec z nich jakiś sernik. Eksperymentalnie bo zawsze posiłkowałam się serem już mielonym. Uznałam, że mieszadłem robota da się go rozdrobnić i... upiekłam najprawdopodobniej najpyszniejszy z moich dotychczasowych serników! Ciężki, mazisty, kremowy o posmaku cytrynowym, z polewą z gorzkiej czekolady. Jednak wyroby ze Strzałkowa to jest klasa sama w sobie, obawiam się że to już pozostanie mój ukochany sernik na serniki, w dodatku dostępny w sklepie pod domem.
Ponownie słuchałam "Ciemno, prawie noc", nawet nie liczę który to raz. Chciałabym zobaczyć film ale w tej powieści jest tak gęsto, onirycznie, tajemniczo, że mam poważne obawy, czy to wszystko da się przełożyć na język filmu. Pamiętam moje rozczarowanie po szybkiej wycieczce pod Zamek Książ, tym tłumem, nieco jarmarczną atmosferą na placu przed zamkiem. Po lekturze znów widzę go pięknym, niedostępnym, pełnym kotów, duchów i mroku. Potęga słów, potęga wyobraźni. A książka niezmiennie mnie zachwyca i trochę rani.

Wczoraj na drzewie siedział kos i śpiewał.
Piękne to było...

2 komentarze:

  1. Mam nadzieję, że wiosna Cię wchłonie i przesyci pięknem, da radość i energię ! oraz wpłynie na Twoich dłużników.
    Myśl z kategorii: jestem jaka jestem :) - czegoś nie robisz, bo nie możesz. Jakbyś mogła, to byś zrobiła. - zawsze wywołuje to we mnie zrozumienie dla samej siebie, więc może i u Ciebie zadziała :)

    Czytałam dziś, że Dorociński nie czytał książki przed scenariuszem. I nie wiem, czy ciekawa jestem tego filmu, bo i tak jestem przekonana, że pomimo Lankosza, to będzie zupełnie inna historia :(

    OdpowiedzUsuń
  2. dziś duży dłużnik z dwoma fakturami napisał, że przelew pójdzie w piątek. a już wypatruję na koncie. jezu, tak jadę na oparach, że nawet psu racjonuję żarcie, dziecku zginęły w szkole buty do ćwiczeń wf a ja bezradna bo nie mam 30 pln chociaż teoretycznie i według skarbówki mam ich wiele więcej:( dobija mnie fakt płacenia podatku od niezapłaconych faktur:/

    filmu jestem ciekawa. ale też nie mam złudzeń, że będzie to bardzo spłycona historia.



    OdpowiedzUsuń